PANI W.

HomeO mnieKontakt
 
Jak to się robi? Część 1: Skarpetki
March 3rd, 2016 8:41 pm     A+ | a-


 
Skarpetki to często niedoceniana część garderoby. Niesłusznie! Nie dosyć, że skarpetki mogą być ładne i kolorowe, dzięki czemu mogą stać się ciekawym dodatkiem do całego stroju, to na dodatek sama produkcja jest niezwykle interesująca. Na pewno niewiele osób zdaje sobie sprawę jak skomplikowaną drogę musi przejść każda skarpetka, zanim znajdzie się na naszej stopie. Po tej lekturze, być może wielu z Was zacznie traktować je trochę bardziej życzliwie. 

Pracuję w fabryce skarpetek od 2 lat jako grafik i projektant. W ramach projektu Cup of Sox mogłam nareszcie poszaleć z kolorami i wzorami na skrapetkach, co do dziś sprawia mi dużo frajdy. Dodatkowo, od jakiegoś czasu coraz więcej uczę się podstawowej obsługi maszyn skarpetkowych, co jest równie ciekawe, choć trudne.

O tym, jak to wszystko powstaje i jak co działa, przedstawię na żabim przykładzie...

 
Projektowanie
 

Najpierw tworzę w programie graficznym rysunek, który ma znaleźć się na naszej skarpetce. Szerokość obrazka stanowi obwód skarpetki (tzn. jego prawa krawędź łączy się z lewą).
 

Całość podzielona jest siatką na poszczególne piksele (te malutkie kwadraty), które wypełnia się kolorem. W rzeczywistości każdy piksel jest odpowiednikiem jednego oczka na skarpetce. Kolory, którymi narysowane są żaby oczywiście nie oznaczają, że tak właśnie będzie wyglądać gotowy produkt. Kolory określają systemy w maszynie skarpetkowej - tutaj widać je po prawej stronie monitora, oznaczone kolorowymi kropkami. Do tych systemów (na maszynie), będą później nawlekane nitki w dowolnych kolorach. Widać to lepiej na dalszym etapie. 
 

O ile obsługa samego programu jest bardzo prosta, niektóre wzory mogą okazać się problematyczne. Nie jest możliwe uzyskanie zbyt dużej ilości szczegółów. Obrazek jest zbudowany z samych kwadratów, przez co musi być uproszczony.Trochę tak jak na starych grach komputerowych.   

Kiedy projekt jest już gotowy, wgrywamy nasz wzór na pendriv'a, po czym przenosimy do maszyny.


 
Dziewiarnia 
 


Właśnie tak wygląją maszyny skarpetkowe. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda na skomplikowane. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej... wcale nie będzie łatwiej. Ale za to ciekawiej!
 

Na tym małym ekranie wyświetlają się wszystkie parametry naszej skarpetki. Nawigujemy klawiszami widocznymi po prawej stronie. W tym momencie maszyna ma już w swojej pamięci odpowiedni program, muszę tylko wgrać wzór i ustawić rozmiar. Tworzeniem programów i ustawianiem bardziej zaawansowanych opcji zajmują się moi koledzy bo to już wyższa szkoła jazdy.
Kiedy maszyna jest już gotowa, trzeba założyć szpulki z przędzą i przewlec nitki do odpowiednich systemów. 

Spójrzmy teraz z bliska na sam mechanizm.

 

 
Tutaj widać właśnie systemy, które były wcześniej oznaczone różnymi kolorami na komputerze. Systemy są złożone z tych pojedynczych, podłużnych elementów prowadzących nitki, które nazywamy wodzikami. Każdy z nich opada w momencie, kiedy dany kolor jest potrzebny. Dobrze zaprogramowana maszyna sama już "wie" co robić.
W środku tego mechanizmu umieszczone są igły. 

 

Lepiej wszystko widać, kiedy podniesie się górną część (oczywiście w tym momencie maszyna jest zatrzymana). W środku widać już fragment naszej skarpetki oraz igły umieszczone dookoła. Igły, podnosząc się do góry mają za zadanie odebrać przędzę z wodzików. Tak to się robi!
 

Tak wygląda maszyna, kiedy się zajrzy jeszcze głębiej. 
 

Igły są elementami delikatnymi. Mogą się łatwo skrzywić lub złamać i wtedy trzeba je wymieniać na nowe. Krzywa lub złamana igła spowoduje, że skarpetka będzie dziurawa. 
Tak to wygląda w dużym skrócie. Nie będę tutaj pisać szczegółowo o całej budowie maszyny, o wszystkich poszczególnych elementach: haczykach, sprężynkach, śrubkach, przewodach, czujnikach, których jest tam niezliczona ilość. Sama się na tym nie znam.

Po całym tym procesie, skarpetka jest wypychana sprężonym powietrzem przez rurę i wpada do koszyka. Nie jest to jednak koniec całej produkcji. 

 



 
Maszyna wypluwa skarpetkę, która ma wielką dziurę w miejscu na palce. To nic złego. Później inna maszyna wszystko zszyje tak jak powinno być. Zanim jednak do tego dojdziemy, możemy wymienić kolory przędzy i zrobić drugą wersję kolorystyczną naszych skarpetkowych żab. 
 





 
Każdą skarpetkę trzeba wywrócić na lewą stronę (tymi kłakami na wierzch). Tak przygotowany towar dostarcza się na wykańczalnię.

 
Wykańczalnia


Jak sama nazwa mówi, w tej części fabryki skarpetki są poddawane końcowej obróbce.
Pierwsza piekielna machina zszywa palce w każdej skarpetce.

 


Plastikową rurą wszystkie żaby wędrują po kolei do pojemnika. 
 

Następnie skarpetki trafiają na jeszcze bardziej piekielną maszynę. Trzeba przyznać, że muszą się znów sporo nacierpieć.
 

Tutaj skarpetki są zakładane na formy, które są dopasowane do konkretnego rozmiaru. Każda sztuka po kolei wjeżdża do wnętrza maszyny i traktowana jest wysoką temperaturą oraz parą, co nadaje im odpowiedni kształt i sprężystość. Gdyby nie to, nasze skarpetki byłyby lekko sflaczałe. 
 
 

Podwójny uchwyt opuszcza się, łapie parę skarpetek i odkłada na taśmę. Odtąd nasze skarpetki będą już wędrować parami.
 

Teraz towar jest przekazywany dalej, do pasowania. Każda para jest wtedy dokładnie oglądana (czy nie ma wad) a potem, w ładnie ułożonym stosiku czeka na zapakowanie i wysyłkę.
 

Skarpetki Cup of Sox (jak sama nazwa mówi) pakowane są w specjalnie przeznaczone do tego kubeczki. Aby w transporcie nic się nie uszkodziło, każdy kubek wkładany jest do tekturowej rury (dodatkowo ostemplowanej).
 

Gotowe!
To była dosyć długa i skomplikowana droga ale za to teraz będziemy mogli nosić na stopach megakolorowe żaby. Nic tylko zamawiać i dobrze traktować! 


Jeżeli kogoś na tyle urzekła skarpetkowa historia, że chciałby żabę przygarnąć, to mieszkają sobie z wieloma innymi skarpetkowymi braćmi na tej stronie:
 http://www.cupofsox.com/


 
 

 

 

 



 
No comments posted...
Leave a Comment
* Name
* Email (will not be published)
*
* Enter verification code
* - Reqiured fields
 
Older Post Home Newer Post
                                                                                                                                                                                                                             
Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak Pani Walczak
(Narko) Szydełko
Listopadowy Berlin
"Zaćmienie" - Paleta.
Jaki kolor ma morze?
Pani W nad polskim morzem
Lato - Pejzaż malowany Ziemi Łódzkiej.
Rowerem dookoła Zalewu Sulejowskiego
Jak to się robi? Część 2: Linoryt
Beskid Mały: Drwale i jaskiniowcy.
Wystawa Stowarzyszenia Artystów "Młyn" we Włocławku
Smreczyński
Jak to się robi? Część 1: Skarpetki
Słoiczkowy upgrade
Epic Love
ROMA (04-06.XII.2015)
Mountains Lover
Jak zorganizować wesele... i nie wydać fortuny
Ekspresji i liryki ciąg dalszy
Tatry Zachodnie 4-6.IX.2015
Beskid Niski (2014) czyli...
Viva L'Italia! Part 2
Dzień w którym zostałam Panią W. (27.06.2015)
Viva L'Italia! Part 1